Dziś po raz kolejny dopadła mnie bezsenność. Bezsenność bez sensu, a ściślej – bez wytłumaczalnego powodu. Tak już mam, że raz na x nocy coś przestawia mi się w głowie i nie ma mowy o zaśnięciu, choćbym nie wiem jak padał na gębę. Być może kumuluje się wlewana w żołądek kawa, a może to kwestia układu ciał niebieskich, nie mam pojęcia, pogodziłem się i przyjmuję to za usterkę fabryczną. Zdołałem nawet polubić ten dziwny stan, gdy godziny mijają jedna za drugą szybciej, niż mają w zwyczaju, a w czaszce kipi milion myśli naraz. Myślenie w ogóle przebiega wtedy inaczej, każde najdrobniejsze choćby myślątko zostaje przeanalizowane i doprowadzone do końca, aby stanowiło zamkniętą całość; pomyślę, że powinienem napisać komuś maila, a pięć sekund później mail ten jest już w głowie ułożony i zredagowany. To dzieje się praktycznie samo, wystarczy coś zainicjować, a mózg przemiela dane choćby nieproszony i zaraz wyświetla na powiekach gotowe efekty, efekty oczywiście niekoniecznie „poprawne” z punktu widzenia rzeczywistości na jawie, ale wewnętrznie spójne i związane jakąś logiką. A mnie pozostaje próbować nadążyć za tą galopadą. Są jeszcze wrażenia niemal artystyczne, gdy po jakimś czasie umysł zawiesza się w połowie drogi do snu, na etapie hipnagogów – tych obrazków, które tańczą przed oczami, gdy zaczynamy zasypiać i potem przechodzą w marzenia senne. Od dawna interesuje mnie sen świadomy i związane zagadnienia, długo uczyłem się obserwować hipnagogi – mają one bowiem tę przykrą cechę, że zwykle rozpływają się, gdy tylko skupimy na nich uwagę. A tymczasem, gdy przyjdzie moja biała noc, mogę oglądać je jak wygaszacz ekranu i rozpływać się nad pomysłowością tych zakamarków umysłu, które zazwyczaj, no właśnie – śpią? To szczerze fascynuje. Żałuję, że poskąpiono mi talentów plastycznych – dałbym wiele, aby móc podzielić się ze światem tą feerią kształtów i kolorów, później całych kompozycji, a nawet scenek z jakąś akcją, zalążkiem fabuły. Opis literacki wydaje mi się nieadekwatny, słowa tego nie oddadzą. Ceną za taką noc jest oczywiście zmęczenie nazajutrz, jak to po zarwanej nocce, ale czasem myślę, że warto. Sztucznie tego nie wywołam, zmuszając się do czuwania – musi przyjść samo. I raz na jakiś czas przychodzi. Jeszcze nie wiem po co, ale kiedyś to rozgryzę.
Przechodząc do rzeczy przyziemnych, ale nie do końca: Atari Teenage Riot po pierwsze się reaktywowali, po drugie wydali nowy singel („Activate!”, stary dobry digital hardcore’owy rozpiździel, tyle, że z nowocześniejszym brzmieniem), a po trzecie zagrają we wrześniu w Polsce. Czyli trzy dobre nowiny. Zakładam więc słuchawki i spróbuję jakoś się wreszcie po tej nocy – aktywować. Stay tuned.
Maj 18th, 2010 at 1:00 pm
Fajnie masz. Hipnagogów nie widzę (za to snów mam dużo i większość pamiętam), w noce bezsenne leżę i słucham audiobooków. Czasem pomaga spanie na podłodze. Nie wiem czemu, może rozbestwiłem się na materacu.
Sny w ogóle potrafią być ciekawe. Nie wierzę we freudowe wróżby, ale szaleństwo niektórych jest cudowne. Wolna amerykanka skojarzeń, głównonurtowy New Weird.
Maj 22nd, 2010 at 6:49 pm
Nic z tego nie rozumiem ; *
Maj 24th, 2010 at 6:43 pm
a mi się ostatnio chce spać.
Maj 24th, 2010 at 8:40 pm
Dobrze, że ja (odpukać) nie mam problemów ze snem i wyrabiam twardo swoją normę 10h snu na dobę
. Za to stan, o którym piszesz osiągam w nieco inny sposób
DD
Wrzesień 14th, 2010 at 9:08 pm
Hipnagogi zeżarły autora, dokumentnie. Na_amen. Majowo.