recenzje

Jeśli poświęcenie pierwszego poważnego wpisu w blogu recenzjom własnych książek jest bucówą, przyjmijmy, że kawał ze mnie buca.
Publikowanie pisaniny, co powszechnie wiadomo, jest równoznaczne z wystawieniem dupska na kopniaki, a naiwniak liczący na cacy–cacy ze strony ludożerki zapewne zdrowo się przewiezie. Ponieważ jednak pisanie jest pracą najczęściej siedzącą, tyłek szybko pancernieje. Rozsądnego literata krytyka boli więc umiarkowanie.
Co chyba jasne, śledzę recenzje moich książek – każdy pisarz śledzi, a jeśli mówi że nie, to kłamie. Publikacje opowiadań w prasie i lektura internetowych wypowiedzi czytelników przygotowały mnie, że będzie różnie, czasem straszno, czasem śmieszno, a czasem idiotycznie, i że obok zachwytów usłyszę srogie zjebki. Debiut książkowy to zresztą przeskok na wyższy poziom – recenzje pojawiają się w pismach, fanzinach, na portalach internetowych etc etc. Guglam się więc co jakiś czas i czytam, co o moich książeczkach napisano. Pochwały cieszą, nagany każą się zastanowić – jasna sprawa. Parę słów poświęcę tylko moim ulubionym zarzutom z dupy.
Niezwykle ciekawi mnie zwłaszcza jeden, stawiany dość często, jakoby moje postaci były papierowe, ponieważ mają lat naście i piją dużo jaboli. Szczerze: czy można mieć lat naście i jaboli nie pić? Główny bohater, licealista Modrzew mieszka w altance, co również czyni go postacią niewiarygodną. Jeden mój kumpel mieszkał swego czasu w salonie meblowym, i nawet nieszczególnie to ludzi dziwiło. Gdzie się uchowaliście, państwo recenzenci?
Zwłaszcza „Rock’n’rollowi” dość regularnie zarzuca się brak oryginalnych pomysłów, operowanie ogranymi motywami fabularnymi. Na polu fantastyki wykorzystanie figury zombie czy porwania przez kosmitów ciężko uznać za szczególnie odkrywcze, to jasne jak słońce, ale przecież mamy tu do czynienia po prostu z kliszami popkultury. Opowieści z Cielęcinem w tle to jedna wielka – mniej lub bardziej udana – zabawa popkulturą, co przytomnie zauważyła pani z literackiego portalu Granice (i dawno temu Maciek Parowski, pisząc notkę do mojego debiutanckiego opowiadania w NF), a co jednak umyka większości recenzentów z wektorem skierowanym na fantastykę. Wyobrażam ich sobie: recenzując konia narzekają, że trochę za mało w nim krowy.
Z wieloma innymi zarzutami polemizować nie ma sensu, choćby dlatego, że zawstydzająco często są słuszne. Nie mogę za to odmówić sobie przyjemności odniesienia się do recenzji pióra Henryka Tura, wiszącej od jakiegoś czasu na portalu gildia.pl.
Zastanawia deklaracja o osobistej ze mną znajomości (Henryk, mylisz mnie z kimś, ja Cię tylko z jednego forum kojarzę), ale to nieistotne. Recenzent Tur przyjął śmiałe założenie, jakobym postawił sobie za cel zrewolucjonizowanie polskiej fantastyki. Nie pamiętam dokładnie, w internetowej rozmowie może faktycznie marudziłem na brak oryginalności, poszło chyba o fantasy. Tur mówił o pisanym czy planowanym utworze, w którym cywilizacja hi–tech napieprza cywilizację magiczną (albo odwrotnie) – koncept ów stanowić miał o ogólnej zajebistości tekstu. Cóż, od zawsze powtarzam, iż fantasy umarło razem z Tolkienem i dziś pisanie o elfach to średnio fajny pomysł, a wiara, że nowatorstwem i oryginalnością jest wymyślenie własnego ekwiwalentu elfa, nakazanie elfowi walki z robotami bądź osadzenie elfa w realiach śródziemiopodobnej nibylandii przyprawionej dla odmiany elementami losowo wybranej „egzotycznej” mitologii – raczej nie cechuje pierwszoligowych pisarzy. Nieważne. Jeśli na podstawie stwierdzenia, że pisanie fantasy papuaskiej czy eskimoskiej to może niekoniecznie to, czym w literaturze jest oryginalność, Henryk Tur uznał mnie za samozwańczego zbawcę i odnowiciela fantastyki polskiej – najwyższy chyba czas powiedzieć, że się pomylił. Prawdę mówiąc nie jestem przekonany, czy Cielęcin w ogóle jest fantastyką tak, jak rozumie ją „getto”. Jeśli elementy fantastyczne są do czegoś potrzebne, trafiają do tekstu, voila. Akurat w Cielęcinie figura zombie i ontologiczny dowód istnienia Boga św. Anzelma z Canterbury uczestniczą w grze na jednej planszy i na równych prawach. Ale to dygresja. Meritum bowiem jest takie, że poprowadzona z tej pozycji recenzja jest zwyczajnie tendencyjna i krzywdząca.
Znaczy, jeszcze raz: mnie to przesadnie nie boli. To sprawa Tura, pod jakim kątem ocenia czytane książki – jeśli założyłby sobie, że Rogoża napisze zbiór opowiadań w konwencji łemkowsko–neolingwistyczno–porno fantasy, również miałby prawo czuć się rozczarowany. Rzecz jasna, nawet nie śmiem brać pod uwagę przyziemnych pobudek w rodzaju zazdrości i chęci dokopania młodemu piszącemu o chlejących licealistach, podczas gdy jego oryginalne fantasy dawno przestał drukować nawet Robert Szmidt (publicznie deklarujący, że drukuje właściwie wszystko, co pasuje do profilu pisma i jest napisane choćby przyzwoicie). Powiem więcej, cieszę się, że Henryk odnalazł się jako recenzent – z pisaniem beletrystyki nie wychodzi, trudno, przynajmniej tu może dać upust pasji twórczej. Głęboko wierzę, że gdy opublikuję kolejne książki, zrecenzuje je również. Szlag, już choćby po to warto je pisać.
W tym momencie chyba czas kończyć tę bucówę. Possdraffiam fszystkich recenzentuff. To w zasadzie mój debiutancki wpis, wieszając go tu czuję ekscytację i mam na twarzy wypieki. Spodobało mi się, jutro chyba też coś tu napiszę. Całusy.

Reklamy

About rogosza


17 responses to “recenzje

  • Ziuta

    Aleś pojechał.
    Przecież mogło być gorzej. Nikt Cię jeszcze nie nazwał Palahniukiem ziem odzyskanych 🙂

  • mrw

    Masz chłopie włosy na jajach! Rispekt

  • Pako

    Rogoża, bestio! Aż se RSSa wrzuciłem na twojego bloga, patrz często pisac, co bym miał co czytać.
    I dzwoń, nie krępuj się, pierwsza czy czwarta w nocy to świetna pora na przyjacielskie pozdrowienia 😉

  • Dżejkops

    Blog ładny, ale wrzuć tu jeszcze coś ciekawego. Zdjęcia z dzieciństwa, skany rękopisów, mandaty, listy, łorewa. Ludzie na to czekali latami! Nie zawiedź ich. Oni czekają. My czekamy. Ja czekam.

  • Gfyn

    Ło bosz, Rogosz…

  • trzereśnia

    Ciekawe, ze na dwoch roznych forach linkujesz do dwoch roznych blogow :> (mam nadzieje, ze to ten drugi bedzie tym cenzuralnym)

  • rogosza

    Shit, byłem pewien że prowadzę jednego.

  • JSSN

    ej, nigdy nie lubiłem wycieczek osobistych, to takie typowe w tej (młodej) literaturze, niestrawne dla mnie. poza tym ja nic Twojego wciaz jeszcze nie czytalem, ale gadki typu elfy i tak dalej, nawet jako jakiś przykład, nie moje, nie czuję. ale że blog to fajnie, blogi lubię, popatrzę

  • rogosza

    Też nie lubię elfów i tak dalej. To chyba zdrowy objaw.

  • JSSN

    no zdrowy. zreszta, rozne mozna lubic roznosci, wiec sam nie wiem.

  • bdg

    macie racje, chlopaki. elfki znacznie lepsze. 😉

  • henryk Tur

    Hej
    Ktoś dał mi cynk, żebym tu zajrzał, zajrzałem, przeczytałem i ustosunkowywuję się.
    „ie pamiętam dokładnie, w internetowej rozmowie może faktycznie marudziłem na brak oryginalności, poszło chyba o fantasy. ” – nie, to była rozmowa ogólnie o fantastyce, poszukaj sobie na forum SFFH.
    „Zastanawia deklaracja o osobistej ze mną znajomości” – a owszem, pomyłka, choć znajomość z forum to tez znajomość, nieprawdaż?
    „Recenzent Tur przyjął śmiałe założenie, jakobym postawił sobie za cel zrewolucjonizowanie polskiej fantastyki. ” – bzdura kwadrat, nigdy tego nie napisałem.
    „Cóż, od zawsze powtarzam, iż fantasy umarło razem z Tolkienem” – a ja pisałem to samo po forach gdzieś tak dwa lata wcześniej
    „Henryk Tur uznał mnie za samozwańczego zbawcę i odnowiciela fantastyki polskiej ” – jak to miło, że wiesz lepiej co ja myślę. A mógłbyś wskazać, gdzie to napisałem?
    „podczas gdy jego oryginalne fantasy dawno przestał drukować nawet Robert Szmidt” – tu wchodzimy na taki teren: autor nie ma argumentu przeciw faktom zawartym w recenzji, atakuje recenzenta. O Szmidcie mógłbym powiedzieć wiele, ale moja rozmowa na temat drukowania u niego tekstów skończyła się, gdy po r\trzecim puszczonym za friko zapytałem w końcu o honorarium. Ot, i cała tajemnica.
    Dobra, Rogoża, ja to ujmę tak: bredzisz jak pokaleczony, zarzucając mi jakieś zazdrości, itp. Koło d mi lata, kogo i ile wydają, ale jak widzę syf, to ostrzegam ludzi, że to syf. Napisałeś książkę kompletnie o niczym, mijającą się z logiką o lata świetlne i doskonale pokazałeś nią, że nie masz nic ciekawego do pokazania. 90% ludzi to mało wymagający motłoch i Twoją papkę łykną. Ja się do nich nie zaliczam.
    Bye.

  • rogosza

    Luz blues, Heniek. Ilu krytyków, tyle punktów widzenia, i tak dalej i tak dalej. Wielu udanych recenzji!

  • Chal

    Dopiero teraz trafiłem. Fajno. 🙂

  • Chal

    Dopiero teraz tu trafiłem. Fajno, blogi są ponoć na czasie. 🙂 Zobaczymy co nam tu Lyterat będzie wypisywał… ;p

  • Chal

    Da się usunąć ten pierwszy wpis? 🙂 Jako komputerowe cielę oczywiście napisałem dwa razy, w dodatku z lekko zmienioną treścią. Korzystając z okazji, powiem jeszcze raz, że fajno! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: