po drugiej stronie recenzji: Radio Armageddon

TEENAGE RIOT

„Radio Armageddon” Jakuba Żulczyka to powieść niezwykła. Jednocześnie pełna młodzieńczego żaru i cyniczna. Przegadana i za krótka. Nieudana i wybitna.
Debiut autora, „Zrób mi jakąś krzywdę”, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie; Żulczyk dał się poznać jako pisarz bardzo sprawny warsztatowo, a jednocześnie potrafiący ułożyć zajmującą fabułę – co automatycznie wyróżniało go spośród wielu utalentowanych młodych literatów, stawiających wyłącznie na wirtuozerię w żonglowaniu słowem. Historię uprowadzenia uzależnionej od grania na konsoli nastolatki czytało się super, fabuła trzymała w napięciu, postaci skrojono z pomysłem i wyczuciem; była to prawdziwa, niebanalna i naprawdę nieobciachowa literatura popularna.
„Radio Armageddon” to powieść znacznie potężniejsza. Nie tylko gabarytami, choć te też są słuszne: 450 stron sporego formatu i drobnym drukiem. „Radio Armageddon” obejmuje znacznie szerszy wycinek rzeczywistości. Mieści w obiektywie pewne pokolenie, ale również Polskę w pewnym momencie swej historii, zawieszoną wpół kroku przed przejściem w ponowoczesność; może nawet zachodnią kulturę jako taką.
Fabuła koncentruje się wokół losów tytułowego zespołu, założonego przez czwórkę osiemnastolatków z prywatnego liceum dla dzieci z tzw. dobrych domów. Pod wodzą charyzmatycznego Cypriana gówniarze podpalają kraj: nihilistyczny przekaz płynący z ich muzyki zjednuje tłumy. Stają się zjawiskiem społecznym, pokoleniową ikoną – choć nawet nie zdążyli wydać albumu i właściwie jeszcze nie bardzo radzą sobie z instrumentami. Wyrywają ludzi z letargu, jednoczą wokół swej anty–ideologii, rozniecają ogień najszczerszego, najbardziej prawdziwego egzystencjalnego wkurwu. We wrzasku znajdują odpowiedź na świat skompromitowanych znaczeń. Ich koncerty przeradzają się w zamieszki. Budzą skrajne emocje i reakcje.
Aż nagle Cyprian znika. Niespodziewanie i bez słowa. Opowieść zaczyna się, gdy trwają poszukiwania; historię Radia Armageddon poznajemy w retrospekcjach. Narratorami są Szymon i Nadzieja – członkowie zespołu, przyjaciele z jednej ławki.
Kreacje postaci to jedna z najmocniejszych stron powieści. Są do bólu prawdziwe i przekonujące. Cyprian to guru i przywódca. Zaraża swym gniewem poznanych w nowej szkole Nadzieję, Szymona i Gnata. Nadzieja – silna i niezależna. Inteligentna, wygadana, każdy liczy się z jej zdaniem. Szymon to człowiek bez właściwości, życiowa pierdoła, ktoś, kto gdy wreszcie odnajdzie pomysł na swoją tożsamość, będzie gotów poświęcić jej wszystko. Wreszcie Gnat – klasyczny egotyczny dupek. Każdy zna takich jak oni, każdy ich spotkał, mijał na szkolnym korytarzu. Razem tworzą wariację na temat „zgranej paczki” z książek Niziurskiego. Razem tworzą Radio Armageddon. Drugi plan wypełnia cały szereg nietuzinkowych postaci – na czele z Jezusem, osiłkiem o najszczerszym sercu, którego wiedza na temat wszystkiego, czym można wyrządzać ludziom krzywdę, zawstydziłaby niejednego terrorystę.
Na płaszczyźnie języka – bardzo w porządku. Zdania płyną z wartkim flow, słowa uderzają kaskadami, piętrzą się metafory – a zarazem styl jest bardzo potoczysty. To już granica słowotoku, amfetaminowa gawęda; jest w tym jednak hipnotyzujący rytm, coś, co sprawia że kolejne strony łyka się jak w transie. Czasem można odnieść wrażenie, że Żulczyk zwyczajnie się popisuje, niczym raper w bitwie MC wypluwa do mikrofonu kolejne wersy delektując się samym ich brzmieniem, mnoży słowa ponad potrzebę – ja mu wybaczam, tak jest w tym dobry.
„Radio…” rozjeżdża się nieco na poziomie konstrukcji. Tak jak inna polska powieść aspirująca niedawno do miana „totalnej”, „Tracę Ciepło” Łukasza Orbitowskiego, „Radio Armageddon” zdaje się nieco trzeszczeć w szwach, uginać pod własnym ciężarem. Ostatnia, trzecia część książki przedstawiona jest z perspektywy Cypriana – moim zdaniem całkowicie niepotrzebnie. To nagłe przeniesienie środka ciężkości zaburza opowieść. Trop chrystologiczny byłby, jak sądzę, wyraźny i bez tego zabiegu; w tym kontekście wysłanie Cypriana na osiedle Piekło ociera się o niezamierzoną groteskę. W ogóle odnoszę wrażenie, jakby pod koniec historia nieco wyrwała się spod kontroli. Patos, który i wcześniej miejscami niebezpiecznie wzbierał, zaczyna zbliżać się do masy krytycznej. Sam finał, żywcem wyjęty z hollywoodzkich filmów – rozczarowuje.
Nie mam wątpliwości, że „Radio Armageddon” jest mimo kilku wad szalenie ważną książką. To opowieść o tym, że gdy rzeczywistość stała się semantyczną zupą, gdy popkultura wchłania w zalążku każdy przejaw autentycznej kontestacji, gdy „było już wszystko, więc nie ma już nic” – nadal nie można wywiesić białej flagi. „Nie istniejesz. Zacznij. Rzygaj krwią”, mówi w swym manifeście Cyprian. To opowieść o tym, że samo podjęcie walki o własną autentyczność, o wyrwanie się choć na moment z zaklętego kręgu symulakrów, jest już bohaterstwem. Przed ponad dekadą Atari Teenage Riot wykrzyczeli: życie to gra video bez szans na zwycięstwo. Nie o zwycięstwo więc grasz. A przecież wiesz, że się nie poddasz. Jean Baudrillard zapewne byłby fanem tej książki.
„Radio Armageddon” to epos pokolenia naszej–klasy i YouTube. To coś, z czym można się utożsamiać. Wreszcie, to opowieść o tym, że gdy już wywrzeszczysz swoją złość, a wrzask ten podejmą tysiące gardeł; gdy staniesz się ikoną malowaną na murach; gdy ludzie gotowi będą pójść za tobą wszędzie, a ty odwrócisz się od nich i odejdziesz, bo zrozumiesz że nie o tym marzyłeś – wrócisz po Nadzieję. Ja w to wchodzę.
Bo w tym cholernym świecie nie da się żyć bez nadziei.

Jakub Żulczyk „Radio Armageddon”
Wydawnictwo Lampa i Iskra Boża

Reklamy

About rogosza


18 responses to “po drugiej stronie recenzji: Radio Armageddon

  • Ziuta

    Zachęcasz do przeczytania 🙂 Pomyśleć, że w wczoraj miałem kupić,a le poskąpiłem tych czterech dych.
    Przyczepię się do początku recenzji. Nie wiem, doprawdy, co widzą humaniści w postnowoczesności. To wszystko przez modernistów: nazwali się najgłupiej, jak się dało, i teraz nikomu nie chce się wyjść z taksonomicznego dołka. Albo się coś wymyśli, albo trzeba będzie za parę lat żyć w postponowoczesności. A nasze wnuki zobaczą popostponowoczesność…
    Dalej – to wchodzenie do Europy. Chłopie, my w Europie jesteśmy od 966 roku, jeśli nie sto lat dłużej! Fakt, lata 39-89 (1795-1918 połowicznie, bo Austria i Prusy to jednak Zachód) spędziliśmy w szambie, ale to nie zmiania faktu, iż do Europy należymy. I to chyba bardziej niż Francja czy Niemcy. Oni są w tej rodzinie z urodzenia, my – z braterstwa krwii. Od samego początku państwowości, odkąd kilkaset lat później uformował się naród – chcemy być Europejczykami. Z logicznego punktu widzenia powinniśmy przyjąc prawosławie, zostając mutacją Rusi (jak Ukraina), albo islam. Przy okazji rozciągając Bałkany po Bałtyk. Byłoby to wygodniejsze, bo nie wybijalibyśmy się z kultury regionu.

  • rogosza

    Ziuta, „ponowoczesność” to dość wygodny termin. Zresztą nie jedyny. Np. Bauman pisze o „płynnej nowoczesności”. W każdym razie chodzi o wyraźne odcięcie się od opartej na myśli oświeceniowej nowoczesności.
    Odnośnie Europy – masz oczywistą rację, przez większą część historii byliśmy jej integralną częścią i dopiero Żelazna Kurtyna nas od niej odcięła. Ale chyba i tak w recenzji o Europie ani wchodzeniu do niej nie wspominałem.

  • Ziuta

    Chodziło mi o to wchodzenie zachodniej kultury.
    Baumana czytałem coś z rok temu, niemniej jeszcze parędziesiąt lat rozciągania nowoczesności, a zacznie to wyglądać śmiesznie. Czasem wydaje mi się, że pod względem konstrukcji politycznej świata jesteśmy bliżej XIX wieku niż XX. To, co miało być nowoczesnością, czyli państwo dobrobytu w stylu zachodnim, dwubiegunowość świata (Zachód i komunizm) było ślepą odnogą historii. A mówiąc o dukajsku – historią zamrożoną.
    Mamy XIX wiek B, z nieco większą pulą mocarstw i analogicznie szybszym postępem technicznym.

  • artemis

    piotrek wspomina o wchodzeniu w kult. zachodnia, ale w takim kontekscie, ze ja to od razu przyjmuje jako rozwoj sieci mcdonald’s czy kfc na naszych ziemiach ojczystych, chociaz owszem, to strasznie niesolidne wyrazenie, na dodatek brzmiace jak slogan pro-unijny. ale ok.

    recenzja tez ok, choc po naszych rozmowach na gadu spodziewalam sie wiekszego czadu (sorry piotrek :)). kilka uwag: ja generalnie nie lubie streszczen w recenzjach, a juz tym bardziej takich, co to zajmuja 1/3 tekstu, imho wystarczyloby jedno zdanie, dwa; piaty akapit nie jest moze zbyt odkrywczy, ale i tak uwazam go za plagiat mego smsa z dnia 30 marca 2008 (jakos tak po dwudziestej trzeciej;); porownanie do „trace cieplo” zajebiscie sluszne, chociaz bohaterow dzieli dekada i cala trzecia czy enta rp…

    SPOILERY (ZIUTA NIE CZYTAJ. ALBO CZYTAJ RADIO I WRACAJ DO NAS JAK SKONCZYSZ!)

    koncowka radia sie rozpieprza narracyjnie, bo rozpieprza tajemnice cypriana. w jego zniknieciu od poczatku jest cos symbolicznego, metafizycznego wrecz 🙂 :). nie uwazam, ze cyprian nie moglby spieprzyc za granice z powodu zamieszania z towarem. owszem, moglby. to jedna z wielu wersji jego znikniecia. moglby, ale tylko tak, abysmy sie o tym nie dowiedzieli (nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, troche motam chyba). albo nie dostali tego wprost. moglby sobie zazartowac na ten temat. ot, tak. zabieg zulczyka – narracja z pkt. widzenia cypiego – zdziera „zaslone tajemnicy”. koncowka bylaby ok, gdyby nie ta narracja. bo innego sposobu na ucieczke z tego piekielka nie ma. drugim i ostatnim sposobem jest smierc.

    KONIEC SPOILEROW (ZIUTA MOZESZ CZYTAC)

    aha, i w momencie kiedy juz tyle recek radia przeplynelo przez media wszelkiego rodzaju, przydaloby sie slowo czy dwa na temat idiotyzmow wypisywanych przez krytykow – kit z emo vargi (piotrek z reszta to pozytywnie interpretowal z tego co pamietam), ale te wszystkie jeki, ze „bez dystansu”, „ze naiwnie”…

    ale generalnie sie z tekstem zgadzam. zulczyk napisal ksiazke, ktora ma moc, ktora wkreca i nie pozwala zasnac ( http://jakubzulczyk.ownlog.com/1475195,komentarze.html – pierwszy dlugi komentarz od dolu :P), ksiazke o komercjalizacji wszystkiego, nawet buntu przeciwko komercjalizacji :), sprzedawaniu uczuc i generalnie wszystkiego, na wszystkich poziomach – a przy tym jedna z najlepszych opowiesci o dojrzewaniu, jakie kiedykolwiek czytalam. moze „indentyfikacja pokoleniowa” ma z tym cos wspolnego – ale jesli nawet, to chyba tym lepiej.

    bez nadziei zyc sie nie da.

    ide sobie powrzeszczec 😉

  • Ziuta

    Lepiej nie komentować recenzji. Piotrek raz próbował i mu się oberwało. Nie mocno, bo na dalekim froncie, ale zawsze. Wszystko wynika, że autor chce jednego, recenzent drugiego, a wychodzi trzecie, które wygląda jak czwarte.

  • artemis

    rzucac miesem i nazwiskami nie trzeba, za to pewna tendencje zauwazyc mozna imho 😉

  • Ziuta

    Tendencja jest. Chyba czuję, jaką drogą idzie Piotrek. I że tej drogi nie załapie ktoś starszy. Nie dlatego, że jest głupszy (Rogoża też czasem palnie ;p ), tylko z powodu różnicy lat. Pokolenie Parowskiego żyje Zajdlem. Do tego stopnia, że nie potrafią kontynuować jego myśli, tylko kopiują technikę, zmieniając komunę na eurokomunę. Nieco młodsi są związani z fantastyką silnie gatunkową. Paluchem nie pokażę, o kogo chodzi, ale ogólnie wiadomo.
    Piotrek zaś – lepiej lub gorzej, sprawieniej lub mniej, próbuje zrobić coś innego.

  • artemis

    zarzuty wobec pisaniny piotrka poki co sa inne niz wobec zulczyka – zulczykiem zajmuja sie wszyscy, rogoza poki co zostal zagarniety przez getto (chociaz w traffic clubie stoi sobie dumnie na polce z lit. piekna – yeah!), niemniej tu i tu mlodziezowosc bardzo czesto krytyce przeszkadza, to chyba kwestia wieku, sklerozy… zulczyk z dystansem i humorem pisze o szczeniakach, ktore dystansu do siebie i swiata nie maja – bo majac 18 lat dystansu po prostu sie nie ma! to samo z rogoza – rozroznienie pomiedzy „elementami fantastycznymi” a „kliszami popkultury” jest tutaj sprawa b. wazna (oczywiscie nie twierdze, ze piotrus jest zajebiscie nowatorski i w ogole nobla mu, ale wiesz o co chodzi), wiec znowu wszystko rozbija sie o dystans wlasnie 🙂

  • Ziuta

    oczywiście, że jest zajebiście nowatorski, tylko sobie jeszcze tego nie uświadomił 😉
    A zagarnięcie przez getto wynika ze startu w getcie. Daleko w wieku tych osiemnastu lat nie dało się dolecieć. Gdyby Żulczyk debiutował w NF, byłby w identycznej sytuacji (a debiutowac mógłby; nie wiem, na ile się fantastyką jako taką interesuje, ale sam fakt siedzenie – co wdać na Jego blogu – w popkulturze przechyla go w fantastyczne okolice)

  • artemis

    wylesc z getta mozna, jak sie chce. piotrek predzej czy pozniej wylezie, bo scina sie na 3 mm i nie slucha metalu. (ironia off)

  • Ziuta

    long live ironia!
    z tymi metalowcami to prawda. Znam gościa, który ostro słuchał metalu (teraz przerzucił się na opery, ale to inna opowieść). Opowiadał, jak mu się we Włądcy… hobbici nie podobali, bo psuli nastrój. Powinno być mroczhno, pałametalowo. W ramach prowokacji powiem, że fantaści-metalowcy są targetem dla cyklu inkwizytorskiego Piekary.
    (też czytałem, przestałem, więcej grzechów nie pamiętam… :))

  • artemis

    ale piekara jest blondas na zel 🙂

  • Ziuta

    opowieść się liczy, nie wygląd :p
    Taki Piotrek miał długie włosy przez 3/4 stażu artystycznego. I nic w nim metalowego nie było.

  • artemis

    bo nirvany sluchal. dlugie wlosy z nikogo metalowca jeszcze nie zrobily, chociazby z tego powodu iz nie tylko metalowcy nosza dlugie piora 😛

  • rogosza

    Fast rewind. Ziuta, nie pisałem o wchodzeniu Polski w zachodni krąg kulturowy, tylko o tym, że „Radio Armageddon” w jakiś sposób próbuje uchwycić ogół (pop)kultury Zachodu – do którego przecież współczesna polska jak najbardziej należy. widocznie nie byłem należycie intersubiektywnie komunikowalny ;P.

  • Ziuta

    moja wina, ale za to jaki piękny i mądry offtop 🙂

  • artemis

    ale jestesmy fajni 😀

  • Linux

    Świetna recenzja, na pewno przeczytam tą książkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: