nudy

Od ostatniego wpisu minęło już trochę czasu. Niejakim usprawiedliwieniem wydaje mi się fakt, że działo się bardzo niewiele. Trwam w niskoenergetycznym letargu i ciężko mi się zmusić do czegokolwiek, począwszy od wstania rano z łóżka, a skończywszy na artykułowaniu myśli na blogu.

Być może powinienem zabrać głos w sprawie pewnego felietonu Jacka Dukaja, który wisi na Wirtualnej Polsce już dobre trzy tygodnie – ale prawdę mówiąc nie mam w tym temacie wiele do powiedzenia. W pewien sposób zgadzam się z Dukajem, filozofia do it yourself w fantastyce polskiej jest zauważalna, pisać każdy może, a więc pewnie i publikować. Nie do końca jestem może przekonany, czy dobrze nadaję się na ilustrację opisanego mechanizmu „wyławiania pisarzy”, z przyczyn choćby czysto technicznych (sam autor zauważa, że debiutowałem w raczej tradycyjny sposób), ale generalnie obserwacja jest trafna. A i z ujęciem mojej dotychczas wydanej w książkach pisaniny jako „literackich fotek z młodości” trudno się nie zgodzić. W Cielęcinie ogólniak nigdy się nie skończył, jabole nie przestały smakować, włosy ciągle są długie, a glany dobre na każdą pogodę. Pewien nastrój trwa i trwać będzie już zawsze. Za lat milion jako dziadek Rogoża z pewnością uronię niejedną łezkę, przebiegając wzrokiem pożółkłe stronice „Rock’n’rolla”. Nie wiem tylko, na ile można to uznać za zjawisko nowe w literaturze – czym innym, jak nie taką „literacką fotką” jest choćby „Osiem cztery” Nahacza? Albo cykl „Księstwo” Masternaka? Nieważne. W każdym razie, i piszę to jak najbardziej serio, bardzo mi przyjemnie, że zainteresowałem Dukaja na tyle, że oparł felieton krytycznoliteracki na moich książkach.

Poza tym nuda. Książka dla dzieci powstaje w tempie nieregularnym, jak mi się chce to piszę, jak nie to nie (koszmar Pilipiuka). Postępy w każdym razie są, żadnych zaciachów ani opóźnień. Roboczy tytuł brzmi „Klemens i załoga Kapitana Zło”, gdyby ktoś poczuł się zainteresowany. Inne projekty czekają, aż skończą mi się wymówki. Za to trwam w radosnym, nieuwzględniającym własnego skrajnego beztalencia muzykowaniu: po smutnym reggae „Moim blantem podpalę Babilon”, którym zniesmaczyłem większość znajomych, i rave’owym debiucie DJ Rogoszy „Ravin’ Rogosza”, przyszedł czas na electro-chałupniczy cover Siekiery. Prawdopodobnie jestem przypadkiem beznadziejnym.

Dalej w muzycznym temacie. Zajrzałem na dwa najprzaśniejsze zdaniem ogółu letnie polskie rock-festiwale, czyli do Jarocina i na Przystanek Woodstock (koszmar Żulczyka dla odmiany). W Jarocinie spotkałem Maćka Guzka, nawróciłem się na Asian Dub Fundation, no a „Zakazane Piosenki” Grabaża i jego ekipy wypadły jeszcze lepiej, niż się spodziewałem. Na Woodstocku spędziłem jedną noc i nie żałuję – Lao Che zagrali świetny koncert, a choć tzw. klimatu niestety już nijak nie łapię, nie bawiłem się źle. Za rok może stać mnie będzie na Openera? Zaczynam myśleć pozytywnie już teraz.

Tym optymistycznym akcentem się pożegnam. Do następnego.

Reklamy

About rogosza


One response to “nudy

  • Ziuta

    Tak się zastanawiam… naszło mię. Czyżby Rogoża-autor książek dla dzieci to miałby byc przełom? Niziurski XXI wieku odradza gatunek, tak jak Krajewski rozpętał modę na kryminał? Huh?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: