raport z linii frontu (2)

Sprytnie przeczekałem czas okołonoworoczny, wymigując się tym samym od oficjalnych podsumowań i rozliczeń. 2008 zniknął za horyzontem i bardzo dobrze. Na pierdoły czasu nie ma, zaczyna się młynek z zaliczeniami, pisanie mądrych esejów na jeszcze mądrzejsze tematy, no i dożynanie powieści dla młodszego audytorium. Właśnie: powieść jest ukończona, trwa już postprodukcja. Wydawca grzecznie zapewnia, że książka OK, redaktor nie grymasi tak bardzo, jak by mógł i miał pełne prawo – o dalszym rozwoju wypadków na pewno będę informował. Czas na kolejne projekty, i jak tylko uporam się z bzdurami kulturoznawczymi, biorę się do dzieła. To tyle, tym razem króciutko, do następnego.

Advertisements

About rogosza


7 responses to “raport z linii frontu (2)

  • PAko

    no to gratulacje z okazji ukończenia kolejnej już książki 🙂
    Tylko kurczę, juz się do młodzieży nie wliczam, w target nie pasuję. Bo czy mogę powiedzieć o sobie młodzież, kiedy współroczniak pisze książki dla młodzieży właśnie? 😉

  • JAskier

    Ja, jako osoba wiecznie dziecinna czekam z niecierpliwością na cynk, że można czytać 😉

  • Krasnola

    A miałam na braciach testowac jakość! 😛
    Zajrzyj do mnie, jest coś dla Ciebie ;p

  • Herman Titow

    Pozdrawiam autora i zycze wszystkiego dobrego w nowym roku , ale „dożynanie” to sie chyba jednak inaczej pisze. No chyba ze chodzi o dożynki 😉

  • rogosza

    nieśmiało zasugeruję, że „dożynki” nie wzięły się znikąd, tylko od „dożynania” plonów, i chyba wszystko tu jest ok, a jeśli nie jest, to mnie proszę poprawić

  • agrafek

    Miałem to napisać coś ze dwa tygodnie temu, ale raz, że postanowiłem zrobić sobie przerwę między jedną Twoją książka a drugą, a dwa, że jestem opierniczacz.
    Zdaje się, że trzymasz dystans do Rock’n’rolla. Napisałeś nawet, że po upływie czasu jesteś zadowolony już chyba tylko z Anzelma. Fakt, że Anzelm ma w sobie coś innego, niż cała reszta opowiadań w zbiorku. Ale – i uwaga, bo to będzie duże „ale” – nie byłby Anzelm takim samym Anzelmem, gdyby nie pozostałe opowiadania. I to bynajmniej nie dlatego, że – jak mogłyby podpowiedzieć błyskotliwie złośliwe języki – błyszczy na ich tle. Nic z tych rzeczy.
    Cały zbiorek, traktowany zwłaszcza jako całość, broni się znakomicie i bronić się będzie po wsze czasy, póki ludzie będą młodzi, starzy, podatni na zmiany i nostalgię. No i póki tlić się w nich będzie ciepłe poczucie humoru.
    Masz dar do stwarzania postaci, zaplatania ich w opowieści i wciągania czytelnika w relacje emocjonalne z bohaterami. Wszystko to czasem w sosie absurdu, co wadą nie jest na pewno. Dlatego w z strony na stronę nie tylko czytelnik wsiąka w świat, nie tylko poznaje coraz lepiej bohaterów, ale i przywyka do nich i lubi coraz bardziej i ich i ich perypetie. Fakt, nie są to bohaterowie skonstruowani na miarę tytanów niepokoju moralnego i etycznych wiktorii. Ale czy mieli tacy być? Nie odnaleźliby się w opowiadaniach, w których nawet tragedie mają powszedni posmak. Narysowałeś swoich bohaterów szybko, krótko, ale tak, by wystarczyło. Kilka cech, akcentowanych konsekwentnie wystarczyło, byśmy rozpoznawali ich w tłumie literackich postaci. Sprytnie przybrałeś ich przy tym w kostiumy młodzieżowo – pseudo subkulturowych archetypów. Kumple z Cielęcina to duchowi kuzyni kolesi z Osiedla Swoboda, tyle, że tamci zalęgli się na typowym „wielko”miejskim osiedlu, a ci w miasteczku na prowincji. Jedni z drugimi zrozumieliby się w pół słowa. Te archetypiczne wdzianka nie przeszkadzają im ani trochę, tylko podkreślają ich role historiach i kosmologii cielęcińskiego świata. A czytelnikowi pomagają się odnaleźć i dojść do radochy na skróty. Zapewne, gdybym bardzo się uparł, przypisałbym te postacie do jakichś podwalin literackich, ale jak już napisałem, jestem opierniczacz.
    Tak więc, mówiąc krótko, nie wstydź się tego zbiorku i tych opowiadań. Nie odwracaj od nich. Nie słuchaj mądralińskich, którzy twierdzą, ze to taka zgrywa, trening młodego autora. Pamiętaj, że oprócz intelektu i magicznych sztuczek techniki zachwycających krytyków literackich, istnieją jeszcze uczucia. I na szczęście to poletko nie jest zarezerwowane li tylko dla twórców romansideł.ł
    Przyszło mi do głowy podczas lektury Anzelma, że być może jesteś – uwaga będzie zgredzenie – zbyt młody na swoje opowiadania:). Zamknij je w sejfie, nie otwieraj go przez dziesięć lat, a gdy minie już dekada, otwórz i przeczytaj. Daję głowę, że spodobają Ci się bardzo.
    Ale chyba to już wiesz, nie? Inaczej zwieńczenie tomiku nie wyglądałoby tak, jak wygląda.
    Napisałeś książkę, jaką trzeba było napisać i jaką wielu autorów pewnie pisze. Opisałeś fajność i wariactwo młodzieńczości, ów niemal bajkowy stan, kiedy świat jest inny. Uwaga pojadę – posłużyłeś się sztafażem fantastyki, by przypomnieć nam, zgredom, jak niezwyczajny, zupełnie inny od znanego nam na codzień, był to stan. Bo my, zgredy, już trochę o tym zapominamy. Mogłeś opisać po prostu drobne miłostki, fajowe zaszumienie przy tanim winie i dreszczyk towarzyszący wagarom (pierwszym, potem to już rutyna). Ale wtedy nie miałoby to takiej siły. Więc zamiast tego przywaliłeś nam fantastyką, która rozwinęła nam przed oczami obcość tamtego stanu. Aż zapachniało truskawkami. Aż przypomnieliśmy sobie, że to był świat jak z bajki – tak inny, że tylko owinięcie go w duchy i demony może nam uświadomić jak bardzo się od niego oddaliliśmy.
    A potem przywaliłeś Anzelmem, ową chwilą strachu i smutku, gdy człowiek staje na granicy światów i powoli zaczyna pojmować, że świat się zmienia i cuda nie będą już takie proste. Domknąłeś całość outrem, dzięki czemu przygotowane przez Ciebie danie zostało doprawione odpowiednio odmierzoną szczyptą nostalgii i zbiór stał się tym, czym stać się powinien – baśnią z życia nas wszystkich, baśnią, która dobiega końca i otwiera nas na zupełnie inną opowieść.
    W przeciwieństwie do kilku osób, z których zdaniem się zetknąłem, „Po spirali” nie wydaje mi się lepszym od „Rock’n’rolla”. Rozumiem sprytny koncept powieści, choć wydaje mi się, że wyrażony został ociupinę zbyt późno, ale to kwestia techniczna. Jest ładnie, jest fajnie, jest ślicznie w końcówce – tak powinno się zamykać zakończenia. Nie znalazłem już jednak tej siły emocji, co w „Roc’n’roll”. Może dlatego, że po anzelmowo – outrowy zamknięciu zbiorku powieściowy powrót do Cielęcina stał się już tylko wspomnieniem, a nie intensywnym przeżyciem? Ale też było fajnie:).

  • nosiwoda

    No, ładnie. agrafku, a na forumach to takich postów nie piszesz, a?
    Czemu?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: