finish him: banality!

W jednym ze światów alternatywnych, możliwych do zaistnienia, gdyby wypadki potoczyły się inaczej, siedzę teraz w Anglii i zapewne tego nie żałuję. Niestety, w tej odnodze uniwersum jest jak jest, kolejne dni pod sulęcińskim niebem różnią się głównie zawartością playlisty na kompie. Ilość jakichkolwiek bodźców tak minimalna, że krok dalej czeka już chyba deprywacja sensoryczna. Do tego wkręcił się przedziwny rytm dobowy, przynajmniej raz w tygodniu nie przesypiam nocy, tak całkowicie bez sensu, bo już samo pukanie myśli przedziwnych o ściany pustej głowy powinno mnie skutecznie ululać.  Za to w kolejnych dniach śpię po pół doby, próby nastawiania budzika na nic się nie zdają, bo wprawdzie dzwoni, ale i tak go wyłączam, zanim wraca świadomość. Głupie to.
„Najnowsze przymierze” rośnie zdrowo, wyrobiłem w sobie nawyk regularnego pisania, to już chyba ta mityczna „samodyscyplina”, albo przynajmniej jej bramy. Nie ustaję w nadziei, że tego nie spieprzę – bo na tej książce naprawdę mi zależy. W ogóle jest w tym coś niesamowitego, w tym obserwowaniu, jak postaci, które wcześniej bytowały tylko w głowie, zamieszkują w wypływających spod palców słowach. W ubieraniu tej historii w zdania. A zarazem ciągłym pytaniu samego siebie, jak wiele opowieść traci na konwersji z ciągu wyobrażeń w ciąg znaków. Sam akt tworzenia zawsze wydawał mi się czymś na poły magicznym. Uwielbiam obserwować młodszego brata, gdy rysuje. Macha piórkiem tabletu niby od niechcenia, tu kreska, tam kreska, i naglę patrzę na gotowy obrazek, często bardzo udany, bo chłop ma kawał talentu.  (Którego notabene zawsze mu zazdrościłem.) Największym odkrywcą w dziejach ludzkości był ten jegomość, który jako pierwszy nagryzmolił mamuta na ścianie jaskini, i nagle zrozumiał, że oto stworzył coś z niczego. Nikt nie przekona mnie, że jest inaczej.
Aby nie ciągnąć dalej tych banałów, w bolesnej swej banalności bardzo jednak prawdziwych – jeszcze tylko krótkie info. W „Nowej Fantastyce”, która właśnie weszła do kiosków, znajduje się moje opowiadanie, wspominałem już tu o nim. „Czas Fantastyki” zaś drukuje fragment „Klemensa i Kapitana Zło”, okraszony zdjęciem strasznym. I to tyle, do następnego!

Reklamy

About rogosza


5 responses to “finish him: banality!

  • Pako

    No to pogratulować samodyscypliny, czekam z niecierpliwością na kolejne twory.
    Przez wzgląd na ciebie między innymi kupiłem nową fantastykę (drugim bodźcem był brak sffh w saloniku, a czasu miałem dużo i musiałem go czymś zabić, postanowiłem więc zabić go Rogożą 🙂 ).
    I cholera, mam mieszane uczucia wiesz? Niby klimat budujesz w Skrawkach fajnie. Dużo Orbita nie czytałem, ale zalatywało mi to od początku jego miejskim klimatem. Ballada o czerwonym Tomku czy coś takiego, miasto smętne, szare (w tamtym tekście Gliwice, u Ciebie osiedle). Ogólnie pod tym względem bardzo mi podpasowało, jak to zresztą z Twoimi tekstami bywa – lubię Twój styl, sposób pisania i prezentacji świata.
    Za to pod względem fabularnym wyszło słabo. Od prawie początku wiadomo co i jak, zagadki nie ma, komplikacji nie ma, zaskoczenia nie ma. Fabuły nie ma ogólnie. Wygląda to tak, jakbyś tekst napisał dla prezentacji Osiedla – to Ci wyszło. Ale fabularnie poszło słabo. Trzymam kciuki, żeby dalsze części Osiedla pod względem fabularnym zyskały na dramatyźmie czy czym tam, ale żeby broń Boże poziom opisowości się nie obniżył – bo to mi się podoba.

    Pozdro!

  • Xoxsiu

    Jedyna rada? Budzik na 2giej stronie pokoju. Nie wyłączysz, musisz wstać. Dojdziesz do siebie szybciutko 🙂
    Już lecę po nową fantastykę!

  • rogosza

    Pako, druga odsłona, pod roboczym tytułem „Skorupy”, będzie dużo bardziej skomplikowana fabularnie. Póki co jest w fazie koncepcyjnej.

    Patent z budzikiem – genialny w swej prostocie.

  • PaniBógHalina

    Budzik nawet po trzeciej stronie pokoju nic nie daje. Stosunkowo szybkie dojście do drącego ryja zegarka, powodowuje o krocie bardziej wzmożoną chęć powrotu do ciepłego, cichego łóżka. Szczególnie w przypaku przejścia po zimnej podłodze (a może to ja, najzwczajniej w Świecie, jestem nieprzyzwoicie leniewa).

    Winszuje (opowiadania w NF) i życzę przyjemnego pobytu w Deszczowej_Krainie.

  • art

    a ja zajmuję się chrześniakiem moim, w sensie kotem (branżowym!), i oprócz tego, że czuję się nader branżowo (czyli: bardziej niż zwykle), to ilekroć spojrzę, jak kot się w kłębek zwija i przysypia, sama czuję, że powieki kleić mi się zaczynają. więc nie tylko z ciebie czas robi sobie jajca wielkie, napuchnięte. poetycko się zrobiło, aj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: