traumapolis

TRAUMAPOLIS

Do mojego Traumapolis wjeżdża się pociągiem. Zawsze w towarzystwie brzuchatych kolesi, chyba za każdym razem tych samych, sapiących tym głośniej i przepoconych tym bardziej, im bliżej dworca. Wyciągają nogi na siedzeniach naprzeciwko, mają zmechacone skarpety, na podłodze wietrzą się ich sandały. Spoglądają wzrokiem pełnym beznadziei, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.
W moim Traumapolis co drugi sklep jest apteką, ale nie kupisz tu niczego, co naprawdę pomoże. Tutejsze lekarstwa składają się z pseudoefedryny i efektów ubocznych. W powietrzu regularnie rozpylana jest trucizna, działa na dwa sposoby, wywołując bezsenność albo narkolepsję. Pooddychaj trochę, a zobaczysz, noce mogą być jak szachownica.
Możesz wyjść z domu i krzyczeć, że ci się nie podoba. Śmiało, najwyżej ogłuszą cię echa.
Wszelkie próby ucieczki z mojego Traumapolis kończą się tak samo, w przedziale z brzuchaczami. Choć przez pewien czas można ulec złudzeniu, że tym razem się udało. Na pewno jest jakaś droga, ale jeszcze mi o niej nie wiadomo.
Nie wiem, jak wygląda twoje Traumapolis. Zakładam, że podobnie.
Czasem, chodząc ulicami mojego Traumapolis, zapomnę się i zamiast pod nogi, spojrzę w niebo. Zdarzało się już, że dostrzegałem wówczas wiszącą nad miastem ogromną, nieruchomą twarz Philipa K. Dicka. Milczał, ale wiem, co mógłby powiedzieć. IMPERIUM NIE UPADŁO. I na nic takiego się nie zanosi.

Advertisements

About rogosza


5 responses to “traumapolis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: